Wanda Dynowska Umadevi

Wanda Dynowska Umadevi (1888-1971)
z cyklu WęDROWCY DUCHA

Umadevi – Bogini Uma, Świetlista Dusza. Ambasador kultury indyjskiej i polskiej, karma jogini, założycielka i organizatorka Biblioteki Polsko-Indyjskiej.

Pokazać duszę Polski Indiom, choćby małej garstce ludzi żywych i otwartych… Pokazać duszę Indii Polakom, choćby nielicznym, szerokim i pozbawionym rasowych i religijnych przesądów, którzy kochają człowieka bez względu na to, jaką część świata zamieszkuje, którzy szanują i cenią twórczą myśl ludzką, bez względu na formy i symbole, w jakich się wyraża – oto jeden z głównych celów mego wieloletniego przebywania w Indiach.

Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.

Wanda Dynowska urodziła się 30 czerwca 1888 roku w Petersburgu, jako córka adwokata Eustachego i Heleny z Sokołowskich. Całe jej dzieciństwo i lata młodzieńcze związane były z rodowym majątkiem ziemskim Istalsno, koło miasteczka Lucyn (łotewskie Łudza ). Matka Wandy łączyła cechy znakomitego gospodarza 800-hektarowego majątku z wielką wrażliwością duchową i zdolnościami jasnowidzenia. Ojciec prowadził kancelarię adwokacką. Dwór Dynowskich znajdował się nad jeziorem Istal, w miejscu wyjątkowo pięknym. Z jednej strony bezpośredni kontakt z przyrodą, znajomość drzew i ziół, opowieści matki o duchach przyrody, a z drugiej kontakt z goszczącymi we dworze literatami, malarzami, społecznikami, przysłuchiwanie się ich dyskusjom, ukształtowały dzieciństwo i młodość Wandy. Wyjątkowe uzdolnienia językowe i częste wyjazdy zagraniczne sprawiły, że władała biegle francuskim, włoskim, hiszpańskim i łotewskim; rosyjskim posługiwała się tylko w koniecznych przypadkach.

Z osób odwiedzających dwór w Istalsnie wpływ na rozbudzenie teozoficznych zainteresowań Wandy wywrzeć mógł przede wszystkim Tadeusz Miciński. Jednak na pytanie polskiego okultysty, Antoniego Sobieskiego, co przywiodło ją do ezoteryzmu, odparła: "Własne rozmyślania i zapewne wspomnienia z przeszłych wcieleń, bo dojście, że jedynym logicznym wyjaśnieniem zagadek życia (nierówności umysłowych, moralnych, społecznych itd.) jest reinkarnacja, było własne, samorzutne już w wieku 16-18 lat" . Pierwsza lektura teozoficzna, książka Filozofia ezoteryczna Indii, wywarła na Wandzie wielkie wrażenie; wiele lat później pisała o tym tak: "Bezkresne perspektywy. Życie nie ma początku ni końca, jest wieczystą twórczością, nieodłącznym atrybutem świadomości najwyższej – Boga" (Razem pod wiatr, Biblioteka Polsko-Indyjska).

O swoich studiach przed 1914 r. pisała: "Studiowałam romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (…) Studia te miały mnie przygotować do pracy literackiej, do której ciągnęło mnie od dzieciństwa. Natomiast nauka na Uniwersytecie w Lozannie była przygotowaniem do pracy na roli w Istalsnie. W końcu ani jedno, ani drugie nie stało się moim zawodem. Już jako redaktor i wydawca podpisywałam się nieraz w rubryce zawód: writer and social worker" (z relacji pozyskanych przez A. Sobieskiego ).

Z wybuchem wojny w 1914 roku wyjechała z matką do Jałty, odwiedziła też Moskwę. W 1919 była już w Warszawie i rozpoczęła starania o utworzenie Polskiego Towarzystwa Teozoficznego. W tym samym roku udała się do Paryża, aby tam prosić Anne Besant o zgodę na założenie Towarzystwa. Zgodę uzyskała. W Paryżu poznała Jiddu Krishnamurtiego.

O życiu prywatnym Dynowskiej w tym okresie niewiele jednak wiadomo. Kazimierz Tokarski twierdzi, że miała narzeczonego imieniem Szczęsny, który zginął w potyczce z wojskami sowieckimi pod Baranowiczami w 1920 roku. Podobno bardzo odczuła tę śmierć i dlatego pozostała samotną osobą przez resztę życia.

W lipcu 1923 r. na kongresie w Wiedniu odbiera z rąk Jinarajadasy dyplom polskiej sekcji Towarzystwa Teozoficznego. Wkrótce potem zostaje sekretarzem generalnym Polskiego Towarzystwa Teozoficznego. Wygłasza odczyty w wielu miastach Polski, inicjuje powstanie spółdzielczego wydawnictwa Adyar, dokonuje licznych przekładów literatury teozoficznej. Od 1921 r. redaguje w Warszawie czasopismo Przegląd Teozoficzny, którego tytuł później został zmieniony na Myśl Teozoficzną i Biuletyn Teozoficzny; ogłasza też sporo własnych prac. Tłumaczy książkę At the Feet of the Master, w latach 30tych dokonuje przekładu szóstego wydania książki Paula Bruntona A Search In Secret India (Ścieżkami jogów), która została wydana drukiem przez jedną z największych polskich oficyn Książnicę-Atlas.

W odrodzonej Polsce Wanda Dynowska zakłada własną organizację Służebników Polskich, działających na rzecz spraw kulturalnych i społecznych. W 1926 roku w czasie przewrotu majowego „Służebnicy” należeli do najbardziej oddanych kurierów Marszałka Piłsudskiego. Poglądy społeczne Wandy w pewnej mierze ukształtował Bolesław Limanowski, wybitny historyk, socjolog i publicysta, współtwórca Polskiej Partii Socjalistycznej. Polscy teozofowie pod względem politycznym różnili się. Najliczniejszą grupę stanowili zwolennicy Marszałka Józefa Piłsudskiego, do nich należała Dynowska, do końca wierna Jego pamięci.

Jesienią 1935 r. pożegnała się z Polską, odwiedzając w Krakowie Wawel i Kopiec Piłsudskiego, a także Tatry. Po dłuższej podróży morskiej przybyła 22 grudnia do Adyaru, gdzie rozpoczynał się Kongres Towarzystwa Teozoficznego. Wybierając się do Indii, Wanda Dynowska nie przypuszczała, że kraj ten stanie się jej drugą ojczyzną. Miała bilet powrotny ważny na trzy miesiące. Ale kiedy przybyła do aśramy Ramany Maharshiego, poczuła coś tak przedziwnego i nowego, że postanowiła zostać w Indiach aby to „coś” zbadać. Odesłała bilet. Jak sama wspomina: „Nieraz w przeciągu tych lat chciałam powrócić do Polski, a przecie wciąż coś mnie silnie zatrzymywało… Dziś wiem, dlaczego zostałam. Biblioteka Polsko-Indyjska musiała się urodzić. 35 książek dla Polski musiało być wydanych, a w Polsce nigdy by mi się nie udało tego dokonać. Ale wówczas jeszcze o tym nie wiedziałam, był tylko wewnętrzny nakaz – zostać!

Pierwsze lata pobytu w Indiach przynoszą w jej życiu szereg ważnych wydarzeń. Zafascynowana nauką Śri Ramany Maharshiego, decyduje się zostać w aśramie całe lata. Później porywają ją idee i postać Mahatmy Gandhiego. Poznaje go podczas Zjazdu Kongresu Narodowego i zostaje jego bliską współpracownicą. „Od razu nawiązał się z nim kontakt(…) Odbył ze mną długą rozmowę, która stała się początkiem bardzo głębokiego, przyjacielskiego stosunku. Gandhi kiedyś powiedział: „Oh, you are one of us…”

Często odwiedza jego główną kwaterę w Magawadi-Wardha. Włącza się w działalność na rzecz niepodległości Indii. W listach wiele pisze o stosunkach społecznych, poznaje warunki życia ludności wiejskiej. Uczestniczy w spotkaniach z różnymi hinduskimi środowiskami, przemawia m.in. na temat miłości ojczyzny i wpajania jej w serca dzieci, uczy słuchaczy dostrzegania wielkości Indii. Stara się uczestniczyć w życiu Hindusów i w tym celu np. podróżuje pociągami trzecią klasą.

W pierwszych latach pobytu w Indiach powstają wiersze Awiczi, napisany w Magawadi-Wardha w grudniu 1936 r. i Tęsknota odwieczna do Maharisziego, pisany w Aśramie Tiruwannamalai pod Górą Świętego Płomienia. Związana szczególną duchową więzią z osobą Śri Ramany Maharshiego będzie często wracała pod świętą górę Arunaczala ; twierdziła, że to Maharshi w sposób duchowy wpłynął na jej przyjazd do Indii. W przyszłości w jej korespondencji odnajdziemy odkrywane przez nią podobieństwa między nauką Maharshiego a myślą Krishnamurtiego. Wnika coraz głębiej w duchowość hinduizmu, poznaje u źródeł jogę i wielu jej wybitnych przedstawicieli. Wiersz Gdzie jesteś, poświęcony Swamiemu Lakszmana z Iszbar w Himalajach, pisała w Mysore na świętej górze bogini Czamundi (zob. W. Dynowska, Pielgrzymka hinduska w głąb Himalajów oraz Kaszmir, Biblioteka Polsko-Indyjska 1959.) W Bangalore w lipcu 1937 r. powstaje wiersz Noc Sziwy dedykowany Morowi, czyli Maurycemu Frydmanowi (1901-1976). Przybył do Indii wcześniej, otrzymał imię Bharatananda, a teraz wprowadzał Dynowską w wiele spraw ich drugiej ojczyzny, inspirując ją do podjęcia szeregu ważnych przedsięwzięć.

Tę działalność przerwał wybuch II Wojny światowej. Wanda Dynowska podejmuje próbę powrotu do kraju, dociera jednak tylko do Rumunii. Tak sama wspomina: „To była dość niezwykła historia; kiedy odbierałam wizę wyjazdową w Bombaju, sekretarz rządu  powiedział mi, że powinnam wziąć wizę powrotną do Indii. Nie miałam wtedy zamiaru wracać, więc wzbraniałam się. Sekretarz jednak tak usilnie namawiał, bym tę wizę wzięła, że ostatecznie zgodziłam się. I to mnie uratowało. Bo w dziewięciu krajach Europy nikt nie dawał mi wizy pobytowej. Objechałam wtedy Rumunię, Bułgarię, Włochy, Francję, Jugosławię, Turcję; żadne państwo mnie nie chciało. Nie miałam innego wyjścia, jak wrócić do Indii”.

Ze wspomnień Ireny Hradyskiej, sekretarki W.Dynowskiej w latach 1946-48, drukowanych w londyńskich Wiadomościach w 1960 roku:
 „Gdy Uma Devi była pochłonięta walką o niepodległość drugiej ojczyzny, gazety przyniosły do Indii hiobową wieść: ‘Dziś nad ranem 1 września Niemcy napadły na Polskę, wojna w Europie’. Z miejsca przedzierzgnąwszy się z kobiety w sari w europejską podróżniczkę, Wanda Dynowska ruszyła w drogę do Polski. Gdy dotarła do Rumunii, zastała uchodźców, rozbite jednostki wojskowe, rząd i ludzi, z którymi kiedyś łączyło ją tak wiele w czasach pracy niepodległościowej z Józefem Piłsudskim. Teraz było już po wszystkim. W pierwszym porywie chciała przedrzeć się do Polski. Iść pod prąd tych, co uciekali na Rumunię. Nie udało się. Pierwszy chyba raz w życiu pokonana, wróciła do Indii. Została zatrudniona w dziale propagandy (konsulatu polskiego), przysparzając wielu kłopotów pracownikom MSZ. Nie można sobie wyobrazić dowcipniejszej kombinacji, z jednej strony panowie w bez zarzutu skrojonych tropikalnych garniturach, z minami zapożyczonymi od Edena, pedantyczni, dobrze ułożeni, owijający wszystko w dyplomatyczną bawełnę, traktujący Indusów z pobłażliwą wyższością, zupełnie nie interesujący się kulturą i religią tego kraju, z drugiej strony kobieta depcząca konwenanse bosą stopą w sandałach, odziana w ręcznie tkane samodziały, z czerwoną kropką wymalowaną między brwiami na znak praktykowania hinduizmu, nie dająca się nagiąć do urzędowych godzin, wprowadzająca chaos do szufladek i kartotek, mówiąca wszystko, co na myśli i sercu, bez ogródek”.

Po powrocie do Indii interesowało ją tylko jedno pytanie: co może zrobić dla Polski? Co może zrobić dla kultury swojego kraju? Idąc za radą Ramany Maharshiego zabrała się do tłumaczenia Bhagawad Gity,  najświętszej księgi Hindusów. W czasie trzech lat pracy dla konsulatu polskiego w Bombaju odkładała ¾ swoich zarobków i te oszczędności były pierwszym kapitałem zakładowym Biblioteki Polsko-Indyjskiej.

Osobnym rozdziałem jej życiorysu była podjęta spontanicznie praca wśród Polaków, którzy zdołali wyjechać z Armią Andersa ze Związku Sowieckiego i przez Iran dotarli do Indii. Szczególnie związana była z obozem w Valivade i chociaż nie wszyscy ją aprobowali ze względu na światopogląd i indyjskie sari, czyniła co mogła, aby mieszkających tam Polaków wprowadzić w świat miejscowej kultury i warunków życia, a także ulżyć ich troskom.

Ze wspomnień Ireny Hradyskiej: „Z przyjazdem do Indii 5000 zesłańców z Syberii i Kazachstanu, zaczął się dla niej nowy, jeszcze czynniejszy rodzaj życia. Na parę lat trzeba było zapomnieć o medytacjach w aszramach induskich. Żywi ludzie, tylko co zwolnieni katorżnicy, a zwłaszcza dorastająca młodzież oderwali ją od świata mistyki. Im chciała pokazać Indie, z ich głębią myśli filozoficznej, a Indiom odkryć duszę Polski, jej historię, kulturę. Uważała, że oba narody łączy mimo odległości geograficznej nić podobieństwa. W ciągu pięcioletniego pobytu uchodźców w Indiach była częstym gościem w osiedlach polskich, szczególnie w obozie Valivade koło miejscowości Kolhapur. Na odczytach jej było zawsze przepełnienie”.

Rozwija swą działalność we współpracy z wybitnym poetą hinduskim Harisczadra Bhatt, tłumaczem literatury polskiej. W prasie indyjskiej publikuje artykuły informujące indyjskie społeczeństwo o sprawach swej ojczyzny. Organizuje też zespół regionalny, który odbył tourne po południowych Indiach, występując m.in. przed Śri Ramaną Maharshi.

Wspomina Wanda Dynowska: ”…konsulat był w Bombaju, ja mieszkałam w służbowym pokoiku przy urzędzie. Tak było przez trzy lata. Potem zamknięto konsulat, uchodźcy polscy wyjechali, a ja udałam się na południe i zabrałam się solidnie do tłumaczeń. (…)  tłumaczenia to piętnaście lat siedzenia po 8-16 godzin dziennie; tak jakbym zamknęła się przed światem i robiła tylko to. Dlatego mogłam tyle wydać. Kapitał zakładowy – to najpierw była moja odprawa, trzy tysiące rupii, potem Frydman  trochę pomógł. I taki był początek. Następnie zaczęliśmy prosić o pomoc różnych patriotów hinduskich (…) Potem doradzono mi zwrócić się do ministerstwa oświaty Indii z prośbą o subsydium. I odtąd przez dwanaście lat otrzymywałam z ministerstwa trzy tysiące rupii rocznie.”.

Wanda Dynowska razem z Maurycym Frydmanem rozpoczynają w 1944 r. wydawanie Biblioteki Polsko-Indyjskiej. Pierwszy tom, oznaczony numerem P-1 nosił tytuł Z pielgrzymką hinduską w głąb Himalajów. Większość ze swych skromnych zarobków w Konsulacie poświęcała wówczas na zakup polskich czcionek. Inicjują również Bibliotekę Indyjsko-Polską, wydając pod numerem A-1 książkę P. Jordana First to Flight, w której zawarty był opis Kampanii wrześniowej 1939 r. i charakterystyka narodu polskiego, który nie wydał ani Quislinga, ani Lavala. W tej drugiej serii Dynowska publikowała książki w językach angielskim, hindi i tamil, m .in. dokonała wyboru i przekładu na angielski poezji polskiej od Kochanowskiego do współczesności The Scarlett Muse. Redagowała i współtworzyła zbiorową pracę All for Freedom – The Warsaw Epic (1946).

Biblioteka Polsko-Indyjska rozwijała się przez następne dziesięciolecia w kilku kierunkach tematycznych. Znakomitą większość książek teozoficznych tłumaczyła na zamówienie T. Drobnego z USA. Część z uzyskanych tą drogą honorariów przeznacza na wydawanie drogich sercu tomików Krishnamurtiego. Ale prawdziwe opus magnum pracy literackiej i wydawniczej to kolejne edycje sześciu tomów Antologii Indyjskiej – w tym przypadku korzystała z funduszy Indyjskiego Ministerstwa Oświaty. Polski orientalista Tadeusz Margul nazwał ją wielką ambasadorką kultury indyjskiej ("Wkład uczonych polskich do poznania myśli indyjskiej", Przegląd Orientalistyczny nr 1, 1980).


Praca nad tomami Antologii Indyjskiej była ogromna. Studia przeprowadzała głównie we wspaniałej bibliotece Towarzystwa Teozoficznego w Adyarze; egzegezę starych, klasycznych tekstów konsultowała ze znawcami problematyki, i tak, przy pracy nad tomem VI bardzo jej pomógł Swami Anirwan. Była w jednej osobie tłumaczem, korektorem, musiała zdobywać papier i fundusze, walczyć z nieuczciwymi kierownikami drukarń. Przeważnie sama pakowała książki, adresowała i wysyłała po kilka egzemplarzy do indywidualnych odbiorców w Polsce i innych krajach. Koszty przesyłek były nieraz więcej niż uciążliwe. Nie wszystkie paczki docierały do adresatów. Wydanie i rozesłanie kilkudziesięciu tomów Biblioteki było gigantycznym przedsięwzięciem! Nigdy nie była pewna, czy wystarczy pieniędzy na dokończenie druku, oprawę i wysyłkę jakiejś pozycji, o pieniądze musiała niekiedy niemal żebrać. Niekiedy trochę zarabiała drukując książki nie związane z jej seriami.

W żółtych okładkach z emblematem świętego OM dotarły do kraju w jej tłumaczeniu i opracowaniu Bhagawad Gita, Tirukural, Antologia indyjska (początkowo jako Antologia poezji indyjskiej) w sześciu tomach poświęconych sanskrytowi, tamilskiemu, hindi, gudżarati z pismami Gandhiego, marathi i bengali, dalej Nauka Szri Ramana Maharishi, pisma J. Krishnamurtiego, Anny Besant, Leadbeatera, Śri Aurobindo, G.S. Arundale’a, Vivekanandy, Claude Bragdona Joga dla Ciebie, czytelniku, P. Carusa Nauka Buddy, R. Tagore Sadhana, C. Dżinaradżadasy i W. Dynowskiej O przyrodzie i sztuce, W. Dynowskiej Wiersze indyjskie, Czy tylko raz żyjemy na ziemi, Indie w walce o wolność oraz Prawo ofiary i nauka serca, a u schyłku życia również dwa zbiory poezji tybetańskiej oraz opis pielgrzymki w głąb Himalajów i Buddyzm mahajana. Dużo materiału osobistego zawarła Umadevi w Z rozmów ze sobą, a błysnęła erudycją i subtelnością w uwagach Hinduska bhakti w 1. tomie Antologii indyjskiej jak również tamże w rozprawce Nieco o literaturze sanskryckiej. Wydała też drugą Podstawy hinduskiej kultury. Później równolegle do Antologii Indyjskiej wychodziła w latach 1946-47 Indian-Polish Library, prezentująca czytelnikowi indyjskiemu celniejsze dzieła polskie w przekładzie na angielski.

Dopiero ok. 1969 r. większość spraw wydawniczych przekazała Frydmanowi. W jednym z listów do Stefanii Krasowskiej pisała: "Ów pomost, który buduję książkami między duszą Indii i Polski (…) jest dla dalekiej przyszłości. Co wart i jakie ma znaczenie nie wiem (…) Dowiem się o tym w chwili śmierci, bo się wówczas w jednym błysku widzi istotną prawdę swego życia, Dharmę swą i posłannictwo". Wielki dar Wandy Dynowskiej-Umadevi dla Polski, Biblioteka Polsko-Indyjska, ciągle czeka na fachowe opracowanie.

Jej związek duchowy i spotkania z Jiddu Krishnamurtim trwały od roku 1920. Pewna przerwa nastąpiła w latach wojny, kiedy, jak pisała ok. 1953 do Zofii Wilczyńskiej: "duszę miałam tak pełną polskiej tragedii, rozszarpania waszego i innych zbiorowości, że na nic innego nie było miejsca zwłaszcza, że cała nauka Krishnamurtiego jest ponadnarodowa". Wraca do tej nauki po 1948 r. W liście pisanym w Górach Nilgirii stwierdza: "Dziś nie wolno – przystanąć – dziś Krdżi trudzi się o człowieka, o – zbawienie – ludzkości, o Prawdę, a ja Jemu – oddałam – siebie na ten wielki eksperyment budzenia nowej, wyższej świadomości w Człowieku. Jedno serce jest żywą cząstką całości. Takich mu trzeba, w których by się przemieniło do dna i wychyliło w nowy wymiar życia" (list do Zofii Wilczyńskiej 21 maja 1950).

Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych Dynowska zrywa wszystkie formalne związki z organizacjami, do których wcześniej należała, m.in. z Towarzystwem Teozoficznym, choć jeszcze przez dłuższy czas mieszkała w jego siedzibie w Adyarze. Kiedy w 1960 r. wróci do Madrasu po kilkumiesięcznym pobycie w Polsce, zobaczy niespodziewanie Krishnamurtiego w postawie medytacyjnej w adyarskim Parku Pamięci. Główna Kwatera Towarzystwa Teozoficznego była dla nich obojga do końca otwarta.
Korespondencja Dynowskiej z lat 1949-1964 zawiera wiele wzmianek o Krishnamurtim. Pisała o własnych mistycznych przeżyciach, o swoim rozumieniu jego nauczania i o tym, jak go czytać: "Powiedz panu S. niech czyta książki Krdżi bez myślenia i analizy – wprost jak szumu drzew słucha lub plusku fal albo muzyki i niech przekona się jak to działa. Intelekt trzeba wyrzucić za drzwi!" (z listu do Stefanii Krasowskiej, bez daty).

Wanda Dynowska po II Wojnie światowej odwiedziła Polskę dwukrotnie: w 1960 i 1969 r. W jej obszernej korespondencji wiele jest wyrazów tęsknoty za krajem i żywego zainteresowania sprawami Polaków. Zarówno pierwsza, jak i druga wizyta trwały po kilka miesięcy, wygłosiła w ich trakcie dziesiątki odczytów i odbyła setki spotkań. Mówiła m.in. o Gandhim, Krishnamurtim i Śri Ramanie Maharshi. Spotkała się z życzliwym przyjęciem i dużym zainteresowaniem.

W sierpniu 1960 r. przyjął Dynowską na audiencji Biskup Karol Wojtyła, któremu ofiarowała wydane przez siebie tomy Antologii Indyjskiej. Ponowna audiencja miała miejsce w listopadzie 1969 r. Specjalnie odkładała termin wyjazdu z Krakowa, aby spotkać powracającego z podróży zagranicznej Kardynała Wojtyłę. Przedstawiła mu rozpaczliwe położenie narodu tybetańskiego. Kardynał wyraził swe głębokie współczucie i obiecał odprawić mszę w intencji pomordowanych i żyjących Tybetańczyków (zob. Kalendarium życia Karola Wojtyły, oprac. Ks. A. Boniecki, Znak, Kraków, s. 180 i 354.) Pamiętam jej słowa skierowane do mnie wówczas w listopadzie 1969 r.: "Kardynał Wojtyła będzie pierwszym słowiańskim papieżem". Po wyjeździe z Polski wielokrotnie wspominała w listach o głębokim wewnętrznym kontakcie z Księdzem Kardynałem i o godzinach przeżytych w Katedrze na Wawelu, prosząc o pamięć i modlitwę specjalnie w tym sanktuarium.

W 1960 r. Dynowska rozpoczyna ostatni i bardzo znaczący rozdział życia: postanawia pracować wśród dzieci tybetańskich, które w czasie inwazji chińskiej i przeprawy przez Himalaje utraciły rodziców. Wyjeżdża na północ Indii i już 27 grudnia 1960 r. z himalajskiej miejscowości Upper Dharamsala pisze, jak się jej serce wyrywa do tych dzieci: "ludzie w sześćdziesiątym roku życia idą na emeryturę, a ja w siedemdziesiątym trzecim zacznę nową dziedzinę pracy". Tę pierwszą zimę zdołała przetrwać w bardzo prymitywnych, wręcz surowych warunkach w górach, następną spędza w Adyarze, a później w osadzie tybetańskiej Bylakuppe koło Mysore. Do Upper Dharamsala, siedziby Dalaj Lamy i dużego skupiska Tybetańczyków, dojeżdżała wiosną, aby pracować tam do późnej jesieni.

Co robi? Można śmiało powiedzieć, że w ciągu tego "tybetańskiego dziesięciolecia" – wszystko! Opatruje i karmi, szyje sukienki i wyprawki do szkół, uczy różnych przedmiotów, przede wszystkim języka angielskiego. Znajduje szkoły i miejsca w internatach dla młodzieży w różnych ośrodkach Indii i poza ich granicami; dla znacznej grupy zdobywa stypendia, m.in. szwajcarskie. Pozostaje w stałym kontakcie z Dalaj Lamą i jego otoczeniem.

Z biegiem lat coraz więcej czasu i serdecznego wysiłku poświęca kulturze i oświacie tybetańskiej. Pomimo tak wielu obowiązków nie zaniedbuje pracy wydawniczej. W Bibliotece Polsko-Indyjskiej ukazują się tomiki Krishnamurtiego, ale tematyka się zmienia. W 1962 r. ukazuje się Nauka Buddy Paula Carusa. Książka ta była podstawą do nauczania religii w opowiadaniach, kiedy młodzi Tybetańczycy przebywający w Madrasie (porą zimową) w każdy wolny dzień przychodzili do adyarskiego mieszkania – jak ją nazywali – Babci Moli. W 1965 r. ukazuje się Buddyzm mahajana, a w 1967 uroczy tomik Wianuszek drogocenny o Dharmie Buddy wśród Ptaków – Ludowa Pieśń Tybetańska. Z pewnym mnichem tybetańskim pracowała nad książką o mahajanie (z listu do Zofii Wilczyńskiej z 22 czerwca 1964). Opracowała referat o symbolicznym, religijnym tańcu Tybetu, który został przedstawiony na Zjeździe Orientalistów w New Delhi w 1964 r.

W 1970 r. zdrowie Dynowskiej załamało się; 18 sierpnia tego roku pisała do Frydmana: "Pies (wyj.: tak nazywała swoje ciało) wytrzymał podróż z Upper Dharamsala do New Delhi ale jest na wpół przytomny". Jesienią 1970 r. przeniosła się do rzymsko-katolickiego klasztoru w Mysore, gdzie mieszkały i uczyły się jej podopieczne, dziewczęta tybetańskie. Zaprzyjaźniona z nią przeorysza, Siostra Barbara, serdecznie zajęła się chorą, w czym pomagały jej dwie tybetańskie uczennice i pielęgniarka Zofia Pawlik. Odwiedzali i wspierali ją lamowie. Dzięki katolickiemu arcybiskupowi Mysore nawiązał z nią kontakt ks. Marian Batogowski. Gdy nastąpiło znaczne pogorszenie, Wanda Dynowska odmówiła przyjmowania leków. 20 marca 1971 r.  poprosiła księdza Batogowskiego, aby odprawił mszę, przyjęła komunię, a następnie ubrana w odświętne karminowe sari, przybrawszy klasyczną pozycję medytacyjną, zapadła w trans. Odeszła krótko przed północą. Kapłan, który był przy niej, pisał potem, że uważał za wielka łaskę Bożą to, że mógł dopomóc w przejściu na druga stronę takiemu człowiekowi.

Zgodnie z jej ostatnią wolą i za zgodą arcybiskupa Mysore tej samej nocy jej zwłoki Tybetańczycy zabrali do Bylakuppe , gdzie następnego dnia lamowie, przy współudziale tamtejszej społeczności, dokonali obrzędów pogrzebowych. Pamięć Wandy Dynowskiej uczczono bardzo znaczącym gestem, budując w pobliżu Bylakuppe stuppę Tenzin Chodon (takie nosiła tybetańskie imię). Wydano też drukiem krótkie wspomnienie z jej podobizną: Ku pamięci Umadevi, z podtytułem: Broszura wydana ku wiecznej i serdecznej pamięci o Umadevi została przygotowana i wydana przez jej chłopców i dziewczęta z Tybetu oraz wydrukowana przy łaskawej pomocy przyjaciół Umadevi z Madrasu.

Opracowanie Grażyna Jurkiewicz na podstawie:
 

  • Kazimierz Tokarski „O Wandzie Dynowskiej-Umadevi”,
  • Tadeusz Margul „Wanda Dynowska- wielka ambasadorka kultury polskiej”,
  • Ryszard Sawicki „Gdzie się Ganges toczy”,
  • Ewa Dolińska „Świetlista Dusza” (Orzeł Biały-Na Antenie, październik 1981),
  • Gandhi, aszramy i Tybetańczycy. Wywiad z Wandą Dynowską, Tygodnik Powszechny 1969,
  • Podziękowania dla Krzysztofa Śliwińskiego, dokumentalisty Muzeum Azji i Pacyfiku, za pomoc w zebraniu materiałów.

www.logonia.org

Dodaj komentarz